czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział 12



-Co tu robisz? –zapytała hardo Ambre. Amazonka westchnęła i omiotła spojrzeniem wnętrze namiotu.  -Spójrzcie na siebie. Więżą was tu i nawet nie pozwalają zaznać wolności. –zaśmiała się.
-Kto powiedział, że jesteśmy tu przymusem? Tylko głupiec chodzi po nieznanym sobie lesie sam i to w czasie wojny. –wtrąciła się Emma.
-Widzę, że jesteście waleczne. To dobrze. Ale źle, że postrzegacie las, jako wroga. On jest przyjacielem. –znów się zaśmiała. –No może przyjacielem, który dość często chce was zabić. Jeden fałszywy ruch i po was, ale… gdy nauczycie się z nim współgrać i staniecie się jego jednością to może nie pozbawi was życia.
-Nie uważamy lasu za wroga.
-Po prostu nie jesteście jeszcze oświecone. Ale to już niedługo.
-Nigdzie się nie wybieramy. –powiedziała Ambre i na dowód podeszła krok w jej stronę. Na ten ruch Amazonka zaśmiała się.
-Jesteście jeszcze nieoświecone i głupie. Też kiedyś taka byłam. Brałam wszystko na poważnie i nie widziałam prawdziwego dobra. –Przestała się uśmiechać. –Teraz go widzę. Jesteście moim celem, a musicie wiedzieć, że jako córka Amazonki zawsze osiągam to, co chcę. Zawsze. –Nagle rozległo się wycie. Brązowowłosa odwróciła się do wejścia, przez które weszła do środka ogromna czarna bestia. Wyglądała jak wilk, lecz była wiele razy większa. Bursztynowe oczy były skupione i piękne, lecz przerażające za razem. Futro spowijał czarny kolor wtapiający się w ciemność. Wilk podszedł do Amazonki i trącił ją nosem.
-Cześć Mała. Już czas? –Na te słowa bestia podniosła łeb i zawyła przeciągle. Jakby chciała kogoś przywołać. –Więc czas na nas. –Brązowowłosa odwróciła się do dziewczyn. –Ponieważ się sprzeciwiacie trzeba zastosować radykalne metody. –Siostry spojrzały na nią przenikliwie, lecz wtedy rozległ się inny głos na zewnątrz namiotu.
-Siostro już czas.
-Sprzeciwiają się. –Wtedy do namiotu weszła kobieta w ciemnoczerwonym płaszczu i podeszła do przyjaciółek. Wtedy Ambre powiedziała hardo.
-Nigdzie z wami nie pójdziemy. Jesteśmy tu z własnej woli, więc nie zmusicie nas byśmy stąd odeszły. Może nie wiem zbyt wiele o tym miejscu, ale jak chcę to umiem przyłożyć. –Wtedy nowoprzybyła zatrzymała się.
-Tygrysica? –Zapytała brązowowłosej.
-Na to wygląda. Ciekawi mnie, kim będzie nasza druga przyjaciółka. –Emma zmrużyła oczy.
-Nie jestem waszą przyjaciółką i wątpię bym kiedykolwiek nią była. –Wtedy obie uśmiechnęły się.
-Czas na zaklęcie siostro.
-Tak. –Ambre i Emma spojrzały na nie niezrozumiale. Obie Amazonki splotły ręce złączając na górze wskazujące palce i powiedziały coś w niezrozumiałym języku. Nagle przyjaciółki poczuły się senne. Starały się utrzymać na nogach i odpędzić to uczucie. Ambre upadła na kolana machając głową. Spojrzała nienawistnie na Amazonki, które wpatrywały się w nie obojętnie.
-Po czymś takim na pewno wam nie zaufamy! –Krzyknęła nagle Emma. Jakby wyrwała się z letargu. Postacie w płaszczach spojrzały na nią zdziwione.
-Czyli to prawda. –Rzekła Judith. Ambre także patrzyła na nią zaskoczona.
-Pożałujecie… -rzekła Emma i także wypowiedziała jakieś słowa w nieznanym języku. Niewidzialna siła wypchnęła Amazonki na zewnątrz. Wtedy Emma upadła na ziemię, a czarna bestia zniknęła. Ambre otrząsnęła się i przypadła do przyjaciółki.
-Emma! Jak… -nie mogła uwierzyć. Co to było? Wiatr? Nie na pewno nie. Czary…
-To Amazonki! –rozległ się krzyk na zewnątrz, a po chwili nie można było już rozróżnić dźwięków. Emma leżała bezwładnie na ziemi, a jej przyjaciółka, mimo że nie do końca rozumiała, co się stało starała się zachować spokój. Jedyne, co teraz mogła racjonalnie pojąć to świadomość, że jej przyjaciółka, a za razem siostra potrzebuje pomocy. Nagle zdarzyło się coś dziwnego. Włosy Emmy poskręcane w ciemnobrązowe loki sięgające zaledwie ramion zaczęły się prostować, ciemnieć, a po pewnym czasie Ambre zauważyła, że wydłużyły się i teraz dotykały łokci. Przestały się zmieniać po kilku chwilach, lecz Ambre wciąż była oniemiała. Wtedy do namiotu wpadła Miranda. Zdyszana spojrzała na dziewczyny poczym szybko kucnęła przy Emmie i tak samo zdziwiona przyglądała się jej włosom.
-Co jej się stało?
-Szczerze ci powiem, że nie mam pojęcia. –rzekła Ambre. –Ale trzeba ja położyć. –Rudowłosa przytaknęła jej i obie podniosły ją i położyły na łóżku. Później Ambre usiadła na swoim trzymając się za głowę i spoglądając na swoją siostrę. –Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. –rzekła zmęczonym głosem.
-I to jeszcze nie koniec.  Co właściwie się stało? –zapytała siadając koło dziewczyny.
-Amazonki chciały chyba nas stąd zabrać. Mówiły coś o rytuale i jakimś tygrysie. Wybacz, ale nie mam już siły, a chyba Holin i Daniel też będą chcieli to usłyszeć, więc wolałabym zostawić sobie trochę sił. –Spojrzała niepewnie na Mirandę, na co ona skinęła ze zrozumieniem głową i uśmiechnęła się pokrzepiająco.
                Wrzawa na zewnątrz ustała, więc Ambre postanowiła zobaczyć, co się dzieje. Miała żal do siebie, że nie pomogła, ale z drugiej strony, co mogła zrobić? Na głównym placu gdzie jedzono posiłki leżało kilku rannych, nad którymi pochylali się jacyś ludzie.
-One nie znają granic. –usłyszała głos przy sobie. Daniel stał wpatrzony w pobojowisko. –Mają szczęście, że nikt nie zginął. Poco właściwie tu przyszły? –Spojrzał na dziewczynę podejrzliwie.
-Chciały nas przeciągnąć na swoją stronę. Nie poszło im zbyt dobrze. –Chłopak podniósł jedną brew w zdziwieniu.
-Zwykle im wychodzą takie napady. Dlaczego tym razem nie wypaliło?
-Emma. Nie wiem, co to było, lecz wypchnęło Amazonki z namiotu. Coś jak…
-…czary. –dokończył za nią Daniel. –Robi postępy tak jak i ty, lecz u niej są większe. –Ambre spojrzała na niego niezrozumiale. –Opowiedz mi, co się stało.
-Może zacznijmy od tego, że twoja siostra weszła do namiotu… -opowiedziała mu całą historię. Daniel wysłuchał jej do końca i roześmiał się.
-Emma jest utalentowana, lecz myślałem, że nic nie zaskoczy tych wiedźm.
-Sama nie mogę tego pojąć. Wasz świat jest zupełnie inny niż nasz.
-Pod jakim względem?
-Zawsze wierzyłam, że istnieje coś takiego jak magia. Lecz nigdy nie myślałam, że będę mogła ją zobaczyć na własne oczy. –rzekła z wyraźnym namysłem.
-Nie spodziewałaś się tego.
-Właściwie to nic mnie już nie zaskoczy. Równie dobrze mógłbyś się zmienić w ogromnego trolla, a ja bym stała i nawet nie mrugnęła okiem.
-Uważaj, bo możesz się nie mylić. –zaśmiał się. W czasie naszej rozmowy do namiotu wszedł jakiś człowiek, lecz po chwili wyszedł.
-Kto to był? –zapytała Ambre spoglądając na postać znikającą w mroku. Był to mężczyzna i tylko tyle udało się zarejestrować Ambre.
-To Chris, uzdrowiciel. Widać twojej przyjaciółce nic nie jest. –powiedział spokojnie. –Za szybko wyszedł. Może też go potrzebujesz? –Popatrzył na dziewczynę podejrzliwie. Ambre w rzeczy samej wyglądała dziwnie słabo.
-Nie.
-To mam nadzieję, że nic nie przeszkodzi wam we śnie chodź twoja przyjaciółka…
-…zasnęła. –dokończyła za nim Miranda wychodząca z namiotu. –Daj jej już odpocząć. Nam też przydałby się zresztą sen. –Daniel uśmiechnął się do rudowłosej pobłażliwie i rzekł:
-W porządku. Dobrej nocy. –Razem z dziewczyną odeszli. Ambre weszła prędko do środka i spojrzała na śpiącą, teraz już, szatynkę. Westchnęła.
-Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. -Opadła na posłanie i w mgnieniu oka zasnęła słysząc jeszcze odgłosy na zewnątrz.

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 11

Ponieważ są wakacje postanowiłam dodawać posty częściej choć nie wiem jak mi wyjdzie więc nie obiecuję zbyt wiele ;) .Dedykuję to wszystkim którzy niedługo wyjeżdżają. (tak jak ja :p)


***

               Aż do wieczora, przy rozpalonym ognisku, siedziało sporo ludzi. Wśród nich były także dwie siostry, a zarazem przyjaciółki. Emma rozmawiała żywo z Billem, a Ambre siedziała na uboczu zamyślona. Nagle wśród siedzących wybuchł śmiech.
-W porządku możecie mnie nazywać Kasztanką byle by nie Emka! –wszyscy siedzący wokół Emmy zaśmiali się jeszcze raz.
-Ma się rozumieć!
-Ambre słyszałaś jak oni mnie nazywają? To jest pogwałcenie wszelkich zasad DOBREGO WYCHOWANIA! –zwróciła się oburzona brunetka do swojej siostry jednak uśmiechała się cały czas. Ambre jednak nie zwróciła na nią uwagi.  Cały czas nad czymś intensywnie myślała. Nagle obok niej usiadł brunet. Jednak jej wzrok wciąż był nieobecny. Nie odzywał się tylko wpatrywał się w roześmianych ludzi.
-Jeździłaś kiedykolwiek konno? –zapytał Bill brunetkę.
-Ja?! Bardziej już wolałabym spaść z mostu! W życiu!
-To chyba będziesz musiała.- Emma spojrzała na niego podejrzliwie na co on jedynie uśmiechnął się chytrze. –Słyszałem jak Holin mówił że ma zamiar sprowadzić jutro konie hodowlane byście nauczyły się jeździć. –na to dziewczyna zaśmiała się sztucznie.
-Bardzo zabawne. Chyba starość go dopada przez to ma problemy psychiczne.
-Nie chcę się martwić ale w tym obozie rzadko kto nie umie jeździć, a jest to bardzo przydatna umiejętność. Zwłaszcza w tych czasach. –rzekł spokojnie lecz widać było że ma z tego niezły ubaw. Tak samo jak słuchacze.
-Jeszcze raz powtórzę… NIGDY W ŻYCIU NIE WSIĄDĘ NA KONIA! –Tej… wymianie zdań przysłuchiwała się dwójka siedząca pod drzewem. Ambre zaśmiała się pod nosem gdy usłyszała pytanie Billa.
-Zadarł z ogniem. –Daniel spojrzał na nią kątem oka. –Emma miała powiedzmy… dziwną sytuację w dzieciństwie i teraz wystrzega się jeździectwa jak tylko może.
-No to będzie musiała zmienić zdanie bo tu musi to umieć jeżeli jej życie miłe.
-Chyba jej nie słyszałeś. Cytuję… „Bardziej już wolałabym spaść z mostu!” . Nie sądzę by w ogóle chciała podejść do konia.
-Nie lubi ich? –zdziwił się chłopak, a Ambre pokiwała przecząco głową.
-Nie o to chodzi. Lubi ale tak jak już mówiłam zdarzenie z przeszłości skutecznie przedzieliło granice między nią, a końmi. Swoją drogą… to prawda że będziemy się uczyć jeździć? –zapytała.
-Poniekąd tak lecz nie wiem kiedy przybędzie Lin, opiekunka i nauczycielka jazdy. Jest jedną z nielicznych kobiet które umieją walczyć jak nie jeden mężczyzna. –uśmiechnął się pod nosem.
-Ta dziewczyna która przybyła do obozu dziś to twoja siostra, prawda? –chłopak zwęził powieki.
-Niezupełnie. Kiedyś była żywa, energiczna i troskliwa. Teraz to zimne coś z za bardzo rozbudowanym poczuciem humoru. Więc zależy jak na to spojrzysz. Ja nie widzę w niej już tej dziewczynki, a mojej siostry którym była kiedyś. –patrzył przed siebie, a Ambre spojrzała na niego niepewnie.
-Jak to się stało że się tak zmieniła? –chwila ciszy.
-Amazonki.
-Nie jestem pewna czy to prawda lecz w naszym świecie czytałam o nich. –Daniel podniósł brwi lecz nic nie powiedział. –W jednej książce był opis pewnego plemienia kobiet. Autor zaznaczał to że uważały mężczyzn za gorszych. Pisało iż by podtrzymać ród utrzymywały kontakty z cudzoziemcami, a jeżeli urodził się mężczyzna to kaleczyły go lub oddawały pod opiekę ojcu. Małym dziewczętom usuwano piersi by wygodniej i szybciej strzelały z łuku, a ich nazwa wzięła się od tego że jeździły konno. –chłopak najpierw nic nie mówił poczym zaśmiał się głośno. Ambre zdziwiła się lecz nic nie powiedziała.
-Cóż powiem ci że pod względem tego że kaleczyły lub oddawały dzieci płci męskiej to się zgodzę. No oczywiście to że uważają mężczyzn za gorszych jest oczywiste lecz reszta… -zaśmiał się znów. –Po pierwsze to i tak dość dobrze strzelają więc nie mają poco usuwać piersi, a po drugie to ich nazwa wzięła się od rzeki, Amazonii. –„Amazonka? Podobna nazwa do naszej…” myślała Ambre. –Uważają się za jej córki. Jakby nie pamiętały matki. –dodał z goryczą jednak po chwili zapytał: -A jak jest w waszym świecie?
-Tak cie to ciekawi? -zapytała z niedowierzaniem.
-Prawdę mówiąc to skoro macie tu zostać chcę dowiedzieć się o was więcej. Ale czy mnie to ciekawi...? -zapytał jakby sam siebie. -Chyba tak. -westchnęła dziewczyna.
-W porządku. Więc zacznijmy od tego że u nas nie ma magii... -tak opowiadała mu o naszym świecie. Czasem on wybuchał śmiechem i z niedowierzaniem pytał ją czy to prawda, a czasem ona przypominając sobie przyjemne rzeczy wzdychała. Była już ciemna noc gdy Ambre postanowiła pójść się położyć. Emmy już dawno nie było. Blondynka wszystkim życzyła dobrej nocy i poczłapała do namiotu. Jej przyjaciółka nie spała. Siedziała rozmyślając, a gdy tylko zobaczyła swoją siostrę zapytała:
-I co o tym sądzisz? -blond włosa uśmiechnęła się i opadła na leżak.
-Myślę że to dziwnie wspaniałe. -Emma spojrzała na nią ze zrozumieniem.
-Mam podobne odczucia. Ci ludzie są naprawdę...
-Mili?
-Dziwni! Jak mogli nazwać mnie Elką! Dobra to jeszcze zniosę ale żeby mieć takie pomysły to trzeba być chorym. -rzekła Emma i położyła się. -Dobranoc.
-Dobranoc. -rzekła z uśmiechem na ustach Ambre. Jednak nie dane im było spać długo. Około dwóch godzin później obie obudziło wycie. Siostry popatrzyły po sobie.
-Czy mi się przesłyszało?
-Skoro i tobie to chyba obie mamy omamy słuchowe. -Ambre drgnęła gdy usłyszała szelest za namiotem.
-Mówić ci to czarny wilk. -rzekła Emma zrezygnowana. -Najpierw nas powącha, a później zje. Więc chyba nie mam nic do stracenia i sądzę że zrozumie to że w ostatnich chwilach życia chcę pospać. Każdy ma prawo do jednego życzenia  na koniec życia.
-Cicho. -zganiła ją Ambre i nasłuchiwała. Nagle do namiotu weszła znana jej już twarz.
-Witam moje przyszłe siostry. -rzekła Judith.

piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 10



                …Jeżeli jesteś prawdziwą spadkobierczynią tego medalionu to z pewnością będziesz musiała powstrzymać to Zło.
-A, czym właściwie jest Zło?
-Eh, czy ty musisz być taka oporna w tej kwestii? To po prostu Zło i taka informacja powinna ci wystarczyć. Obyś nie dowiedziała się więcej. Wracając do księgi… otwórz ją. –Dziewczyna ujęła niepewnie okładkę i odchyliła ją… lub miała taki zamiar, bo ta ani drgnęła. Starzec prychnął.
-Czemu los pokarał mnie takim dzieckiem? –Emma szybko przyłożyła medalion do znaku na księdze i niepewnie spojrzała na Georga, a on przewrócił oczami. Nagle symbol zaświecił i momentalnie okładka drgnęła. Emma pociągnęła za medalion i księga się otworzyła. Na pierwszej stronie, dziwnym pismem, było napisane: „Spis Tajemnic”. U dołu strony widniał czytelny podpis autora.
-Olion Trias… -szepnęła Emma. Spojrzała na starca…
-Czyli to prawda. Jesteś następcą Oliona. –westchnął. –Jak ja z tobą wytrzymam? Tego nie wiem. Coś jeszcze jest tam napisane? –zapytał. Emma zdziwiła się, ale przeczytała;
-„Spis Tajemnic”. –Przewróciła na następną stronę. Jej oczom ukazał się ogromy spis, który ciągnął się jeszcze chyba aż do końca książki. –Co to jest?
-Przed chwilą powiedziałaś chyba nie muszę ci tłumaczyć. A teraz, co widzisz?
-Wiele zapisów… A ty ich nie widzisz?
-Wpisy w tej księdze zobaczyć może tylko „ktoś, kto był, zniknął, ale powrócił”. Więc?
-Nie jestem pewna… tu jest napisane „Czarny Wilk”. –Nagle księga uniosła się do góry, a strony same się przewróciły. Zatrzymała się na obrazie ogromnego czarnego wilka. Stał na skale a w tle świecił ogromny księżyc. Wszystko wyglądałoby pięknie gdyby nie fakt, że cały obrazek się ruszał. Emma niepewnie spojrzała w oczy zwierzęcia i chwilę tak trwała póki on się nie pokłonił. –O co mu chodzi? –zapytała lecz starzec spojrzał na nią wymownie i wtedy oprzytomniała i zaśmiała się pod nosem. –Jest tu rysunek Czarnego Wilka. Rusza się.
-A przeczytałaś wpis pod spodem? –zadziwiła się, lecz spojrzała na zapis.
-Ale tu widniej jedynie „Dowiesz się w najbliższym czasie”
-W porządku.
-Co to znaczy? –Starzec westchnął zrezygnowany.
-Olionie ratuj! To znaczy, że… DOWIESZ SIĘ W NAJBLIŻSZYM CZASIE. –Emma uśmiechnęła się niewinnie. –Na razie koniec. Księga będzie tu leżała, ale pamiętaj by sam jej nie otwierać, bo nie znajdują się tu jedynie wizerunki i zapisy. Jest tu także zacząstka czegoś, o czym dowiesz się niedługo. –Starzec wyszedł z namiotu, a Emma poszła za nim.
                Ambre opadła na swoje „łóżko”. Była wyczerpana po treningu z Danielem, lecz wiedziała, że potrafi wiele rzeczy, o których wcześniej nie miała pojęcia. Nagle usłyszała krzyk:
-Pali się! Pożar! –Wypadła z namiotu i zobaczyła jak w całym obozie zawrzało. Nie czuła jednak w powietrzu dymu. Rozglądnęła się po obozie i rzuciła jej się w oczy postać ubrana w ciemnoczerwony płaszcz. Spod kaptura widać było triumfalny uśmiech. Nagle odezwał się Daniel, który z niewiadomych przyczyn pojawił się obok Ambre.
-Spokojnie to fałszywy alarm. Moja siostra sądzi, że to zabawne. –Podszedł do postaci w płaszczu. –Jud daj sobie spokój z tymi zabawami. To dziecinne. –Dziewczyna zdjęła kaptur. Teraz wyraźnie widać było brązowe włosy splecione w długi warkocz rozdzielający się na środku i układający w dwa opadające po obu stronach.
-Skończyć?! Ty chyba sobie kpisz! Ja nigdy nie skończę. Widziałeś ich twarze?
-Tak… Niema to jak amazonka w środku obozu.
-Oj, braciszku. Daj spokój!
-Dam spokój jak sobie pójdziesz.
-Więcej szacunku. Tylko dzięki mnie jeszcze ten obóz stoi. Moje siostry dawno by go zniszczyły gdybym się nie wstawiła. –Daniel był lekko zdenerwowany, lecz opanowywał to po mistrzowsku. Ambre zbliżyła się.
-Kim jesteś? –zwróciła się do dziewczyny.
-Judith, siostra tego pacana i jedna z córek Amazonii…
-Czyli Amazonka. Daj sobie spokój i znikaj! –wtrącił się Daniel.
-Nie mogę. Moja przywódczyni chciała zobaczyć nowoprzybyłe. Ty pewnie jesteś jedną z nich? –zwróciła się Ambre. Daniel zastąpił jej drogę.
-To już nie wasza sprawa odkąd odwróciłyście się w czasie najazdu. A teraz odejdź! –rzekł stanowczo.
-Braciszku, braciszku… -pokręciła głową z dezaprobatą. -…wiesz, że ja zawsze dostaję to, co chcę.
-Mam na imię Ambre i na razie się nigdzie nie wybieram. Przyjdź innym razem to się zastanowię. –rzekła stanowczo.
-Zadziorna… ona jest genialna! Skąd ty ją wytrzasnąłeś? Nadawałaby się na amazonkę…
-Ani mi się waż! Nie stanie się jedną z was. Wystarczy, że wiem, co stało się z moją siostrą. To, co tu stoi to jest jedynie jej ciało, bo duch się ulotnił. –Daniel mówił spokojnie, lecz widać było, że jest już lekko zły.
-Wiesz, co Daniel? Jesteś po prostu zwykłym zdrajcą.
-Ja?! Daj sobie spokój. Już nie zrobisz tym na mnie wrażenia. Odejdź.
-Wrócę tu… -zniknęła za drzewami, lecz echem odbiło się: -… wkrótce. –Daniel odwrócił się i uśmiechnął do Ambre poczym poszedł do swojego namiotu. Dziewczyna jeszcze chwilę stała w miejscu poczym wróciła na łóżko. Do namiotu weszła Emma. Usiadła na swoim posłaniu i zapytała:
-I jak? –Ambre nie podniosła głowy.
-Nawet niebyło tak źle, ale zmęczyłam się jak jeszcze nigdy.
-Bardziej niż w trzeciej klasie? –zaśmiała się Emma.
-Bardziej. A ty?
-Nawet, nawet… -opowiedziały sobie nawzajem o swoich „treningach”.
-A, co robiłaś później? –zapytała, Ambre.
-Poszłam pogadać z ludźmi, z obozu. Trochę się pośmiałam, ale też poznałam wielu miłych i sympatycznych mężczyzn.
-Ja także nie jestem nieznana. Powaliłam pięciu wojowników ze straży.
-Niema to jak skromność, co? –powiedziała z sarkazmem w głosie Emma.
-Zastanawiam się skąd ta dziewczyna dowiedziała się o nas. –powiedziała zamyślona Ambre.
-Amazonka? Nie mam pojęcia. Ale chyba jeszcze nie znamy zbytnio tutejszych „czarów” i… tajemnic. Na razie możemy się tylko domyślać.
-Jeżeli są to te same Amazonki, o których czytałam w książkach to chętnie je poznam.
-Szczerze ci powiem, że niedługo się z nimi spotkamy. Czuję to. –Ambre spojrzała dziwnie na Emmę, ale ta jedynie uśmiechnęła się niewinnie.
-A myślisz, że w tej księdze są jakieś przydatne informacje?
-Tak! Z tego, co zdołałam zrozumieć to jest tam wszystko o wszystkim. –rzekła z przekonaniem Emma. Ambre z zamyśleniem pokiwała głową. –A dlaczego pytasz? –Przyjaciółka spojrzała na nią sarkastycznie.
-Hmmm…. Nie mam pojęcia. No przecież na pewno nie, dlatego że jesteśmy w zupełnie innym świecie, o którym, lekko mówiąc, nic nie wiemy. –Emma przewróciła oczami.
-Wiem, że jest jeszcze inny powód. –Jej przyjaciółka uśmiechnęła się smutno.
-Nasza przeszłość. Nie chciałabyś dowiedzieć się czegoś o mamie i ojcu? Bo szczerze ci powiem, że niezbyt rozumiem to, co już wiemy.
-Ja też nie. Staram się to spokojnie przeanalizować, a że dopiero teraz mam, jako taki spokój to mogę pomyśleć. Oczywiście dobrze się złożyło, że ty też tu jesteś. Zastanowimy się razem. –Wtedy do namiotu weszła Miranda.
-Nie chcę przeszkadzać w, na pewno ciekawym, wywodzie, ale czas na posiłek. Idziecie? –Ambre od razu wstała nie zważając, o czym wcześniej rozmawiała.
-Umieram z głodu. –Emma poddała się.
-Skoro tak…
-To chodźcie. –Rudowłosa poprowadziła je pod wielkie ognisko, nad którym unosił się kocioł. Przyjaciółki poczuły smakowity zapach. Całe miejsce na jedzenie znajdowało się naokoło gotującego się wywaru. Ludzie stłoczeni w małe grupki siedzieli w różnych miejscach. Niektórzy pod drzewami, a inny na trawie. Daniel siedział z Holinem na kamieniu i dyskutował z nim o czymś zawzięcie. Każdy trzymał w dłoni miskę lub podobne naczynie.
                Nagle jakiś mężczyzna z czarnymi jak smoła wąsami i takiego samego koloru włosami, zamachał do Emmy i krzyknął:
-Hej! Dołącz do nas! –Siedziała przy nim większa część ludzi. Kilka kobiet i mężczyzn. Emma podeszła w tamtą stronę i uśmiechnęła się do „czarnego”
-Dziękuję, Bill. –On uśmiechnął się przyjaźnie.
-Niema sprawy!
-Mam na imię Ambre. –rzekła blondynka. Mężczyzna uścisnął jej rękę.
-Jak już pewnie słyszałaś… Bill. –Dziewczyna przysiadła się do Emmy.
-Przypominasz mi kogoś… -spojrzała znacząco na swoją przyjaciółkę, która z początku nie rozumiała, lecz po chwili ją olśniło.
-No tak…
-Wyglądasz zadziwiająco podobnie do pewnego leśniczego…
-Kto to jest ten „leśniczy”? –zaciekawił się, lecz właśnie wtedy rozległ się gong. Wszystkie spojrzenia zwróciły się w stronę kotła, przy którym teraz stał Daniel.
-Jutro z rana proszę o zgłoszenie się do Namiotu Głównego osoby z Patrolu Naczelnego i Czarnego Żurawia. –Wyglądało to na informacje ogólne. Coś jak… ogłoszenia parafialne? –Kolejny patrol zaginął, więc musimy wzmożyć czujność. Straże będą podwójne, więc dziś rozdam kolejność wart. Przez całą noc miejcie przy sobie broń. I…
-Jedzcie! –krzyknął Holin, a wtedy to, co było w kotle uniosło się i trafiło do każdej miski. Ambre i Emma spojrzały po sobie.
-Proszę. –odezwał się głos nad nimi. Był to Daniel. Trzymał w ręce dwie wypełnione przysmakiem miski. –Ten stary zawsze mi przerwie jak jestem na końcu. –Uśmiechnął się kwaśno i wręczył im naczynia poczym usiadł obok.