wtorek, 9 kwietnia 2013

Zapowiedź czyli... Rozdział 8 1/2



„Nie spodziewałam się że można żyć w takim kłamstwie przez tyle lat…”

                Dziewczyny zobaczyły jak podchodzi do nich Daniel. Miał uśmiech na twarzy lecz mimo to Ambre po oczach poznała że nie był zbyt wesoły. Emma miała dziwnie uśmiechniętą minę.

-Dobre wieści, Holin powiedział że istnieje inna droga którą przedostaniecie się do portalu. –dziewczyny spojrzały na siebie, a późnie Ambre rzekła:

-Tylko że my nie chcemy wracać. –Daniel zdziwił się na te słowa ale nic nie powiedział.

-Widziałyśmy niewiele ale mamy zamiar pomóc. Nawet jeżeli nie przydamy się za wiele damy z siebie wszystko. –Daniel uśmiechnął się pod nosem, i co zauważyła Ambre- szczerze i z ulgą.

-Chodźcie. –powiedział Daniel. Weszli do namiotu za którym wcześniej zniknął on i Holin. Starzec siedział zamyślony ale gdy tylko zobaczył dziewczyny rzekł:

-Przeczuwałem że zmienicie zdanie. –uśmiechnął się pod nosem. –Teraz nareszcie dowiecie się prawdy…

sobota, 9 marca 2013

Rozdział 8



                    Letnie promienie oślepiającego słońca przeświecały przez korony drzew ruszanych lekkimi powiewami wiatru, dającymi wytchnienie w czasie dnia. Cichy śpiew liści oddawał wszystko w ręce marzeń. Ciemne włosy pojawiały się i znikały między krajobrazem. Za nimi powiewała pomarańczowa bluzka. Jednak gdyby się przyjrzeć ujrzałoby się jeszcze trzecią postać, całkiem z przodu w ledwo widocznym zielonym płaszczu. Szybkie tempo było skutkiem ranka jak powiedział to Daniel tuż po ruszeniu w drogę.
                    Ambre zerkała tylko, co kilka minut czy idzie za nią Emma jednak musiała także obserwować zielony płaszcz powiewający z przodu. Jaśminowe kwiaty migały tylko i nie uchwytne dla jej oczu stwarzały pewien rodzaj tajemnicy. Nagle materiał prowadzący zatrzymał się, a przez to dziewczyna musiała gwałtownie zahamować i ledwo, co na niego nie wpadła. Emma jednak biegnąca trochę dalej od Ambre zauważyła to wcześniej. Gdy chciały się już o coś zapytać, on uniósł rękę na znak by zamilkły. Wskazał im mały zagajnik i szybko się do niego udał, a one za nim. Kilka brzóz, jeden krzak daglezji i mała kępka trawy. Zdezorientowane przyjaciółki patrzyły wyczekująco w dal lasu. Nic nie widziały jednak Daniel uporczywie przyglądał się na wprost. Jakież było zdziwienie dziewczyn, gdy zza drzew kilkanaście metrów przed nimi wyłoniły się trzy postacie, okute w srebrzysto-czarne zbroje i dzierżące przy pasie miecz. Hełmy na głowach były podobne do wielkich garnków, ale na samą myśl o tym Ambre chciała się śmieć. Tak samo jak zbroje były koloru srebrzysto-czarnego z małym symbolem na czubku. Oprócz mieczy i swojego okucia posiadali ogromne, także czarne, tarcze. Na środku miały jednak wymalowany znak zielonego węża. Dzika postawa nie wskazywała na nic dobrego. Nic nie mówiąc szli po kolorowej i barwnej, ściółce patrolując teren. Rozglądali się i przeczesywali każdy zakamarek lasu. Jednak po kilku chwilach oddalili się i zniknęli z ich oczu. Daniel odczekał jeszcze nim poruszył się i cicho odezwał.
-To ludzie Rechalla. Powiem wam więcej, gdy dojdziemy na miejsce. – odwrócił się i znów ruszył szybko przed siebie. Obie dziewczyny spojrzał na siebie i ruszyły za zielonym płaszczem.
                    Gdy się zatrzymali minęła godzina. Przyjaciółki, mimo że biegły cały ten czas to nie były ani trochę zmęczone. „To dziwne, bo na w kilka lat temu byłam spocona jak mops. Może z wiekiem się to zmienia?”-myślała Ambre.
-To tutaj. –Powiedział Daniel. –Tylko przysięgnijcie, że nigdy nikomu nie powiecie o tym miejscu. –mówił z naciskiem jednak, mimo że to brzmiało dziwnie to obie klepnęły się w pierś pięścią i pokazały dwa palce (A). Daniel tylko podniósł brew w geście zaciekawienia i odwrócił się. –Oto nasz cel. –Wyszli na niewielką polanę, którą otaczały krzewy i drzewa. Stało tam za to wiele namiotów, a ruch także był niebagatelny. Daniel witał się z każdym, kogo mijali po drodze. Namiot, do którego weszli nie był duży, ale wystarczający by zmieścił się w środku mały stolik i łóżko oraz kilka krzeseł. W małym namiocie był tylko jedna osoba. Mały i krępy starzec, który tylko na widok Daniela wstał i przywitał się.
-Witam cię Danielu. Widzę, że przyprowadziłeś ze sobą gości.-wyszczerzył swoje zęby, niby to w uśmiechu, do dwóch przyjaciółek, które spojrzały na niego z grzeczności w wymuszonym uśmiechu.
-To jest Ambre i Emma - wskazał na dziewczyny, a one ukłoniły się z gracją.
-Miło mi jestem Holin jak już pewnie opowiadał Daniel. Witam w obozie Om. Usiądźcie proszę. -wskazał na trzy stołki stojące przy stoliku. -Czym chata bogata. -gdy już usiedli, a Holin wygodnie usadowił się na sianie Daniel rzekł:
-Czy znów był u ciebie Kalafin? - staruszek zmarszczył brwi i rzekł:
-Tak, ale nie chodziło o nic ważnego. Zwykły patrol...
-...znów zaginął?! - Daniel spytał się powstrzymując krzyk.
-Na prawdę to nie jest ważne. Na razie zależy mi tylko na bezpieczeństwie tych ludzi.
-Ale to już trzeci w tym tygodniu nie powinieneś czegoś zrobić?
-A, co ja mogę...
-Możesz zorganizować wojsko. Wstępnie mały dywizjon. - wszystkie oczy zwróciły się na Emmę, która z odwagą włączyła się do rozmowy, a w jej ślady poszła Ambre.
-Można by zwołać wieśniaków, którzy są przeciwko rządom Rechalla i zaatakować jeden z głównych zamków. Daniel, przecież mówiłeś, że jest znaczna większość jest za obaleniem władcy. Można to wykorzystać i spróbować, chociaż. Przynajmniej nie będą mówili, że nic nie robimy.
- Daniel pokiwał głową jednak Holin od razu zawołał:
-Wasz optymizm jest wspaniały, ale nasi ludzie ledwo radzą sobie ze zwykłym batalionem, a co dopiero z głównym zamkiem. Przykro mi, ale to zadanie nie jest na nasze siły.
-Możemy zacząć od małych wozów, które przejeżdżają przez las. Wozy podatkowe byłyby najlepsze. –stwierdził Daniel. Starzec popatrzył na Ambre, później na Emmę i rzekł:
-Myślałem, że to kolejne ofiary, Rechalla ale jednak tym razem miałeś oko. Ale wciąż nie jestem przekonany.
-My przyszłyśmy się tylko zapytać jak się tu znalazłyśmy. –Holin pytająco spojrzał na dziewczyny.
-Daniel powiedział, że pomożesz nam, a przynajmniej się postarasz. –Starzec zamyślony zapytał:
-Czyli, że nie jesteście z naszych stron?
-Sądzę nawet, że one są z innego świata. –Holin nagle podniósł się i zapytał:
-Macie dwa medaliony? Pokażcie. –Dziewczyny spojrzały po sobie i wyciągnęły z kieszeni dwa świecące przedmioty zawieszone na błyszczącym łańcuchu. –Teraz rozumiem. Więc witamy w naszym „Drugim świecie”! –Dziewczyny wciąż nie rozumiały. Ale nagle doszedł ich głos rogu, a zaraz potem paniczne krzyki i jęki. Nagle do namiotu wpadł wysoki mężczyzna w skórzanej zbroi.
-Daniel, patrol zawiódł przekupili Sama. Znaleźli obóz. Musimy stąd uciekać! –Daniel rzucił się do drzwi tylko jeszcze przez plecy powiedział:
-Pilnujcie Holina. Miewa czasem głupie pomysły. –Znikną za drzwiami. Dziewczyny spojrzały na siebie, a później na, Holina który znalazł się już po drugiej stronie namiotu.
-Na, co czekacie musimy uciekać! –Obie pobiegły w jego stronę. Starzec przeprowadził je przez mały zagajnik, który ciągnął się kilka metrów. Później wybiegli na polanę, lecz nie zwolnili tempa, a Holin jak na swoje lata biegał dość szybko. Słyszeli za sobą brzęk szabli i krzyki ludzi, którzy zostali za nimi. Ambre nie chciała się odwracać. Wiedziała, że to, co by zobaczy nie byłoby przyjemne. Ale z drugiej strony myśl o tym, że tam umierają bezbronni ludzie była nie do zniesienia.
                Las jakby ciągnął się w nieskończoność, a im bardziej się oddalali tym bardziej cichła wrzawa, która odbijała się echem. Biegli jeszcze przez dziesięć minut, gdy zatrzymali się. Nie słychać już było odgłosów walki.
-Jesteśmy w wielkim niebezpieczeństwie. –rzekł Holin zdyszanym głosem.
-Ale gdzie możemy się schować, bo podejrzewam, że będą nas szukać. –powiedziała Emma z przekonaniem
-Nie tylko nas. Wszystkich z wioski. Chcą ich zabić za złamanie prawa lub zaciągnąć do lochów by tam torturować. Ale my możemy pójść do pobliskiego, małego obozu zwiadowczego. Prawdopodobnie jeszcze się nie zorientowali, co się stało. –Obie skinęły głową. Bo co miały zrobić? Gdzie pójść? Droga do ich portalu została odcięta, a nie były pewne czy przywitaliby ich tak miło w mieście. Więc ruszyły za starcem.
                Gdy zobaczyły małą chatę z początku myślały, że to tylko zagajnik, lecz gdy podeszły bliżej zobaczyły małe drzwi i lekko brązowe już liście. –Holin zapukał do środka i bez wahania wszedł. Liche światło przeświecało przez otwór u samej góry gdzie splatały się gałęzie. W małym domku było zadziwiająco dużo miejsca. Ale mimo to stało tam tylko jedno krzesło, a przy jednej z lamp leżał stos gałęzi przykrytych słomą. Przy jednym z kątów stała postać w ciemno brązowym płaszczu, a spod kaptura wystawał rudy warkocz.
-Zaskoczyłeś mnie. –powiedziała i z uśmiechem przytuliła starca. Odrzuciła nakrycie, które ukazało piegowatą, wesołą twarz i Lśniące zielenią oczy. –Widzę, że chyba coś się stało.
-Napadli obóz. –odezwała się Ambre. Dziewczyna spoważniała i zamknęła za nimi drzwi.
-Jak to się mogło stać!
-Najwyraźniej mamy w obozie zdrajcę. –Rzekł z powagą Holin. –W każdym razie musimy wycofać się do zwiadowców w górach i przeczekać tam aż się nie uspokoi. –Dziewczyna pokiwała głową.
-Masz racje teraz las wypełni się ludźmi Rechalla. A tak poza tym... –spojrzała na przyjaciółki.
-Ambre.
-Emma. –odpowiedziały krótko, a dziewczyna ukłoniła się lekko.
-Miranda. Choć przyjaciele i brat mówią do mnie Miri. –przeciągnęła się i rzekła: -Musimy się pospieszyć. Pewnie już walka się skończyła, a Zielone Węże zaczęły węszyć. –Ambre i Emma niezbyt wiedziały, o czym oni mówią, ale miały niejasne przeczucie, że wkrótce się dowiedzą.
                Kolejny marsz tylko, że tym razem przez nieprzeniknioną puszczę. Powoli drzewa liściaste zaczęły zamieniać się w ciemno zielone iglaki. Nowopoznana dziewczyna sprawiała bardzo miłe wrażenie. Często, gdy sprawdzali kierunek rozmawiała z dziewczynami.
-Rozumiem, że jesteście przyjaciółmi Holina? –zapytała po raz pierwszy.
-No mniej więcej. Choć dopiero się poznaliśmy. –spokojnie odpowiedziała Ambre, ale Emma dodała dość zrzędliwym głosem:
-Nawet dokładnie nie wiemy jak się tu znalazłyśmy i chętnie chciałabym wiedzieć jak stąd wyjść. –Miranda spojrzała na nią niezrozumiale.
-To jest długa historia. Wszystkiego się dowiesz na miejscu. –Ambre nie wiedziała czy Holin powiedział to do jej przyjaciółki czy do nowopoznanej Mirandy, ale obie ta odpowiedź usatysfakcjonowała.
                Zobaczyli skaliste zbocze i zaczęli się wspinać. Szli ku górze przez kilka godzin, a gdy byli już prawie na szczycie poczęli obchodzić ją dookoła. Wtem ich oczom ukazał się wąski przesmyk, a tuz za nim niewielka polana i kilka namiotów. Teraz bez najmniejszego problemu zeszli na dół.
                Na miejscu przywitało ich dwóch mężczyzn w zielonych płaszczach. Mięli niezbyt wesołe miny.
-Jak to się mogło stać?! –zapytał na przywitanie jeden z nich. Holin westchnął i rzekł:
-Może wpierw odpocznijmy. Zaraz powinno się tu pojawić kilku przewodników wraz z ludźmi z Omy. –Miranda rzekła:
-Jak chciałybyście odpocząć to zapraszam. –Miranda wskazała przyjaciółkom niewielki strumyk kilkadziesiąt metrów od namiotów, który spadał spokojnie z góry.
                -Słyszałaś Holina. Nie możemy wrócić do domu, bo żołnierze Rechalla nas złapią. –powiedziała Ambre patrząc jak szybki nurt wody porywa kamienie z dna.
-Wiem. Ale to jest nie możliwe żebyśmy się przeniosły w czasie. To niemożliwe!
-A może nareszcie uznasz, że to prawda?
-To koszmar, z którego nie mogę się obudzić. –powiedziała Emma, ale jeszcze wtedy nie miała pojęcia, co tak naprawdę jest koszmarem.
-Więc nim żyj. Spraw byś była jego częścią, a nie tylko uczestnikiem. Możesz zmienić jego bieg. Przestań się stawiać i uwierz w to, co widzisz. –Ambre nie wiedziała, co się wtedy stało. W Emmie narodziła się nowa nadzieja, która jednak potrzebuje czasu. Ale wkrótce wyrośnie i stanie się jeszcze bardziej dla niej niezrozumiały, ale wspaniały.
-…w porządku. –Ambre się tego nie spodziewała, ale uśmiechnęła się na te słowa.
-Wiem, że może to głupie, ale chciałabym im pomóc. –Emma stanęła naprzeciw niej.
-Prawdę mówiąc to ja także chciałabym to zrobić. A skoro nie możemy wrócić do domu to… -Emma przerwała widząc postać wyłaniającą się zza drzew. Ambre odwróciła się żeby zobaczyć, za czym tak usilnie patrzy jej przyjaciółka i zobaczyła postać w zielonym płaszczu. Daniel wrócił z obozu, ale nie był zadowolony tak samo jak Holin, który z nim rozmawiał. Nagle starzec wskazał w stronę dziewczyn, a chłopak niezrozumiale pokręcił głową. Nic dalej nie zobaczyły, bo obaj schowali się w jednym z namiotów. Były jednak pewne, że rozmawiają na ich temat.
-Coś musiało się stać. –powiedziała podejrzliwie Emma.
-Masz rację. –przytaknęła Ambre. –Chętnie dowiedziałabym się, o co chodzi…

czwartek, 15 listopada 2012

Wyjaśnienia

Przepraszam was że nie piszę przez długi czas ale byłam chora, a teraz przeżywam śmierć kogoś bliskiego i wolałabym w tym tygodniu nie pisać na blogu. Mam nadzieję że zrozumiecie lecz staram się jak mogę by znaleźć czas, jak poprawi mi się samopoczucie to wtedy wstawię nowego posta czyli prawdopodobnie w następnym tygodniu.
Wielkie przepraszam i proszę o zrozumienie paska10

piątek, 5 października 2012

Rozdział 7


 Na początek chcę was bardzo ale to bardzo przeprosić za moją nieobecność w ciągu tych kilku miesięcy. Chciałam pisać, uwierzcie! Ale niestety nowa szkoła, nowi ludzie i najważniejsze to o wiele, wiele, wiele, wiele, wiele... więcej nauki. Teraz to nawet z trudem znajduje czas w ciągu tygodnia żeby spać... Ale czasami biorę laptopa do siebie i napiszę kawałek. W każdym razie przepraszam za to że tyle czasu nie pisałam. Postaram się wrzucać posty co tydzień ale nie obiecuje. Jak nie będzie to spodziewajcie się go w następny weekend. Ale zawsze będę się starał robić dłuższe w tym czasie.
******************************************************
       -A tak dokładnie to, co działo się w zamku po ucieczce królowej? –Zapytała Ambre, gdy skończył opowiadać. Emma siedziała z podkulonymi nogami wpatrzona w ogień strzelający na wszystkie strony.
-Można powiedzieć, że był to zorganizowany chaos, ale można też powiedzieć, że mój dziadek jest młody inaczej, ale to już byłaby lekka przesada. Właśnie tak było w zamku. Panowało po prostu bezkrólewie i tyle. –Na czole Emmy pokazała się zmarszczka.
-Ale skoro król Rechall wrócił wtedy do zamku to nie mógł przecież ponownie zniknąć. Czy nikt go nie szukał potem? Bo przecież musiał ktoś go szukać. –Mówiła Emma i wyprostowała jedno kolano.
-Cóż… Prawda, byli pewni ludzie, którzy go szukali, ale dokładnie nie wiadomo, co się z nimi stało. Moja teza jest taka: chowają się po kątach całej Mexi bojąc się reakcji Karissa. To jednak nie jest ich wina. Wszyscy się go boją z zamku jednak nikomu, on, nie pozwala handlować czy nawet wychodzić poza swoją dzielnicę miasta. Zbudował pomiędzy nimi mury, a w nich bramy, które miały pomóc utrzymać ludzi w jednym miejscu. Teraz jednak nawet przeprowadza kontrole, bo wie, że nasza spółka działa coraz lepiej.
-Chyba czegoś nie rozumiem. –Stwierdziła Emma. –Skoro działacie to, czemu nikt nie wydostanie stamtąd tych ludzi. Przecież ich obrona nie może być aż tak dobra.
-Stwierdzenie godne mistrza sztuk walki. Ale niestety mimo naszych prób nie udało nam się wedrzeć do zamku ani razu. Zawsze coś nie wychodzi. Czy to strażnik z wieży nas zauważy, czy po prostu nie mamy szczęścia, ale zawsze coś.
-To znaczy, że zawodowcami nie jesteście. –Powiedziała z prowokacją Emma. 
-Mów za siebie. Jeszcze nie wiedziałaś nas w akcji. –Mówił z dumą Daniel. -Ale skoro rankiem wracacie do swojego świata to raczej nie zobaczycie. Nawet z wyjaśnień... Ambre, ( dobrze mówię?) Niezbyt o was wiem.- Emma rozsiadła się identycznie jak Ambre. 
-A, co chcesz wiedzieć? -Zapytały równo, a później spojrzały się na siebie
i wybuchnęła, jedna i druga śmiechem. Daniel uśmiechnął się szerzej.
-Może najpierw to czy to wam się często zdarza, i czy nie jesteście rodzeństwem? -Dziewczyny spojrzały na niego z rozbawieniem.
-Po pierwsze to jeszcze nigdy nam się nie zdarzyło... -Zaczęła Ambre.-...A po drugie to nie jesteśmy siostrami. -Dokończyła Emma.
-Tak... -Powiedział niepewnie Daniel, a przyjaciółki powstrzymały śmiech. -Na poważnie to ciekawi mnie skąd jesteście. -Daniel wciąż się z nich podśmiewał pod nosem.
-Chyba tego nie zrozumiesz, bo pochodzimy z równoległego świata. Tak przynajmniej sądzę.-Rzekła Ambre nie specjalnie przejmując się tym, co powie Emma.
-Albo to tylko sen. -Dodała jej przyjaciółka, a Ambre trzepnęła się w głowę.
-No tak oczywiści to sen... -Powiedziała sarkastycznie. -... I obu nam śni się ten sam i to samo, obie czujemy gorąco od ognia i obie widzimy tego człowieka... -Tu na niego spojrzała.-... Czy istotę? To raczej nie możliwe. Ale skoro tak sądzisz to już wiemy, dlaczego jesteś taka spokojna.
-Tak, tak śmiej się dalej. Powiedziała dziewczyna, która uważa, że istnieje coś takiego jak równoległy świat. W takim razie jak wyjaśnisz TO. -Rzekła z naciskiem Emma i wskazała dłonią wszystko dokoła.
-Prawda.
-Tak, chyba złudzenie optyczne. -Rzekła sarkastycznie Emma.
-Dobrze, ale w każdym razie, obojętnie czy jestem jakimś waszym wymysłem, czy nie, to chciałbym się dowiedzieć jak dostałyście się do naszego świata. -Dziewczyny spoważniały.
-Nie mamy pojęcia. Nagle przed nami otworzył się ogromny portal czy jakieś magiczne drzwi i przeniosło nas tutaj. -Powiedziała Ambre do Daniela jednak Emma musiała mieć swoje zdanie.
-W sumie był to po prostu okrąg światła, który pojawił się z nikąd.
-W porządku.
-Ale powiedz, skoro trwa wojna to, dlaczego nam tak łatwo zaufałeś? –Zapytała Emma z zaciekawieniem.
-Powiedzmy, że nie wyglądałyście tutejszo ani groźnie. –Powiedział Daniel przymrużając oczy.
-Jak chcesz to mogę zrobić ci taki łomot, że pożałujesz swoich słów. -Zagroziła mu Ambre jednak uśmiechnęła się przy tym.
-Dobrze, dobrze. Chodziła mi o to, że miałem przeczucie.
-To chyba u was normalne. Bo u nas to oznaczałoby, u większości, kłamstwo. Jedno mnie tylko zastanawia... -Rzekła Emma zamyślona.-...Nie zdziwiło cię zbyt to, że przeszłyśmy do waszego świata przez jakiś Magiczny portal. Nie zastanowiło cię to? -Zapytała dziewczyna spoglądając na ogień jakby w nim szukając odpowiedzi. Daniel przeciągnął się i położył na plecach nogami do ogniska, a oczyma patrząc na gwiazdy.
-Jest tu niewiele magii jednak ona istnieje, a jak już się pojawia to zwykle jest ona rzadka. Mnie to interesuje jednak nie wiedziałbym, co wam zadać i jakie pytania żeby wytłumaczyć, Holinowi.
-Kto to, Holin? -Spytała Ambre patrząc na chłopaka.
-Mój przyjaciel, wychowawca i jednocześnie wspaniały nauczyciel. Zna się na wszystkim, czego można by się nauczyć i zobaczyć. Żyje na świecie dłużej ode mnie, dlatego o magii i tego typu sprawach zna się lepiej niż ja.-Emma przysłuchiwała się mu jednak słyszała tylko te rzeczy związane z tutejszą kulturą i zwyczajami. Ambre zaś każde jego słowo trawiła, a późnej przyswajała. Zrozumiała z tego, że owy Holin, o którym mowa, jest dla Daniela bardzo ważnym człowiekiem i zastępuje mu ojca. Ambre, jako jedna z nielicznych ludzi na całym świecie umiała wychwycić z wypowiedzi więcej niż by się mogło wydawać. Słysząc głos i widząc twarz umiała dostrzec nawet najgłębiej skrywane uczucia. Nikomu jeszcze o tym nie mówiła, bo uważała to za zbędne. Jednak teraz zrozumiała, jaki to dla niej plus. Wiedziała, tylko z kilku zdań, że Daniel stracił rodziców, lecz nie okazywał smutku. Jakby już do tego przywykł. Jednak widać było, że nie chce o tym rozmawiać.
-Ambre, czy nie zastanawia cię jak my się stąd wydostaniemy? -Faktycznie, to był jeden z ich głównych problemów. Niespecjalnie znały ten las, a tym bardziej drogę powrotną.
-Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam. -Rzekła Ambre i spojrzała na przyjaciółkę ze zdziwieniem. -Może szanowny pan Daniel raczy powiedzieć nam gdzie znajduje się miejsce, z którego przyszliśmy. –Obie dziewczynki spojrzały znacząco na chłopaka, a ten tylko pokiwał głową w przód i w tył jakby się nad czymś zastanawiał, lecz po chwili odrzekł:
-Tak, mogę wam pokazać gdzie was spotkałem.
-Mam tylko jedno pytanie... -Rzekł. -Czy nie zachciałybyście zostać tu jeszcze jeden dzień i spotkać się z moim przyjacielem? -Jako pierwsza odezwała się Ambre:
-Cóż... Mogłybyśmy zostać gdyby nie fakt, że siedzimy tu już dość długo i to wszystko jest cudowne, lecz powiem to, co myśli Emma - "Czas wracać." -Na to jednak Emma pokręciła głową w przeczeniu.
-Pierwsza rzecz to ja wcale w ten sposób nie myślę, a po drugie to skoro jest możliwe istnienie drugiego świata lub też złudzenie to chyba czas u nas jest niezmienny. Prawda? -Daniel i Ambre spojrzeli na siebie później na Emmę. Chłopak po chwili zastanowienie powiedział:
-Może mój przyjaciel mógłby odpowiedzieć na to pytanie. Lecz wpierw musicie mi powiedzieć czy idziecie czy nie. -Ambre nie zastanawiając się długo rzekła:
-Idziemy! -Na to Emma pokręciła głową.
-Ja mogę się też na to zgodzić, jeżeli obiecasz, że nie będzie żadnych sztuczek i odprowadzisz na powrót w miejsce spotkania.
-Obiecuje.